poniedziałek, 28 października 2013

Może Beskidy..?

Cześć,
Na początek coś ciekawego:

Dzisiaj dowiedziałam się z kalendarza, że dnia 28.10 jest obchodzony „Dzień Odpoczynku dla Zszarganych nerwów” I doszłam do wniosku, że pomysłowość ludzka nie zna granic ;p
*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*
Genialna pogoda, wiatr we włosach, szelest liści.. jesień!?
Jeśli chodzi o taką słoneczną pogodę jak przez ostatnie tygodnie w mojej okolicy..
Nie pozostaje nic innego jak temat pt: "Wędrówki górskie".
Bardzo uradował mnie fakt, kiedy dowiedziałam się, że 2 soboty z rządu miałam mieć wolne..

Pierwszym, z reguły ważnym elementem wypraw jest osoba jaka ma nam towarzyszyć,
ponieważ zazwyczaj jak się idzie na taką wyprawę, trzeba liczyć minimum 5 godzin drogi, a więc warto wziąć ekipę ludzi, z  którymi fajnie się rozumiemy bądź kogoś z rodziny lub znajomych. Ja namówiłam przyjaciółkę, która studiuje geografię, a znam ją z lat gimnazjum.. tematów miałyśmy zanadto. Celem naszym były okolice Klimczoka i Szyndzielni. Miejsca i widoki godne polecenia! Czas trasy 4 godziny drogi.
Drugim punktem docelowym, który zrealizowałam już sama ponieważ, na szybkości potrzebowałam kilka zdjęć z jesiennej aury, a więc aby już nikogo nie męczyć.. wyruszyłam sama szlakiem Biały Krzyż- Barania Góra oraz Biały Krzyż- Kotarz. Obie trasy świetne. Jeśli chodzi o drogę w stronę Kotarza, to przyznam się szczerze, że jest ona w miarę króciutka, ponieważ z Białego Krzyża zajmuje zaledwie 45 minut oczywiście polecam później przejść na szlak prowadzący na Klimczok.
Jeśli chodzi o drogę na Baranią Górę, to na obecną chwilę dotarłam tylko do połowy, ale przyznam się szczerze, że bardzo fajnie idzie się całym szlakiem, który również jest świetnie przygotowany pod rowerzystów nie lubiących mnóstwa kamieni i konarów na szlaku. ;)
Na blogu zamieszczę kila zdjęć jakie udało mi się ująć tuż na szczycie oraz jesiennej atmosfery gór :)

KOTARZ:




KLIMCZOK I SZYNDZIELNIA:




Pozdrawiam i powodzenia w ostatnich dniach października! ;)

środa, 23 października 2013

Nasza droga do sukcesu!

   Słowo sukces, jest słowem, które siedzi gdzieś głęboko w nas. Ono tkwi w naszej podświadomości i jest jednym z celów, do których dążymy, każdego pojedynczego dnia. To słowo towarzyszy nam od zawsze, od pierwszej chwili naszego życia. Przecież, sukcesem dla nas było zrobienie pierwszego kroku, powiedzenie pierwszego słowa, czy dostanie najlepszej oceny w klasie. Z wiekiem zmieniał się tylko poziom trudności naszej drogi by ten sukces osiągnąć. Wiadomo, że jednym z naszych podświadomych celów jest bycie szczęśliwym, a kiedy uda nam się ten stan osiągnąć, będziemy mogli sobie powiedzieć, że odnieśliśmy sukces. Jednym ze składników do tego potrzebnych, jest oczywiście motywacja, ale przecież nie samą motywacja człowiek żyje. Nie chce tutaj uogólniać, dlatego opisze to na swoim przypadku.  

Zacznę od tego, że nie pamiętam momentu, w którym stałem się osobą dorosłą. Momentu, w którym mój sposób myślenia zmienił się na tyle, że zamiast słów „ Jakoś to będzie”, pojawiło się, „Co mogę zrobić, żeby tak było”. Wydaje mi się, że stało się to stosunkowo nie dawno, bo przecież jeszcze rok temu nie widziałem sensu w tym, że chodzę na studia. Obecnie jest tak, że żałuje dni, w których nie dawałem z siebie wszystkiego, nie uczyłem się rzeczy potrzebnych, tylko po prostu byłem minimalistą. Teraz w końcu wiem, co chce dokładnie robić w życiu, a ścieżka, którą obrałem jest odpowiednią drogą by osiągnąć sukces. Przez całe nasze życie, przecież dążymy do tego, kim będziemy w przyszłości. Pomagają nam w tym nasze predyspozycję, bo przecież już w wieku 10 lat wiemy, czy lepiej dodajemy cyferki, czy stawiamy przecinki, a później obieramy naszą drogę tak, by nasze zalety wykorzystać w jak najlepszy sposób. Do tego dochodzą nasi przyjaciele, czy rodzina, którzy swoją radą i pomysłem pomagają nam obrać odpowiednią dla nas samych drogę życia. Tak naprawdę, nie ma znaczenia to do jakiego liceum poszliśmy, czy na jakie studia się dostaliśmy, bo jeżeli prędzej czy później odnajdziemy siebie, to czymże jest stracony rok czy dwa, do faktu, że spełniliśmy siebie i robimy to co w życiu kochamy, przy okazji dostając za to pieniądze? ;-)
Na to pytanie, już nie odpowiem ;-)



Pozdrawiam!

poniedziałek, 21 października 2013

Samorealizacja, czyli mój sposób na siebie!

Witajcie!
Musze zacząć od przeprosin, ale z powodu mojego złego stanu zdrowia nie byłem w stanie napisać żadnego posta. Na szczęście, już wróciłem do stanu normalnego funkcjonowania, więc mogę wrócić do pisania!

Pierwszym tematem, jakim dziś chce poruszyć jest samorealizacja siebie. Często miałem, tak że mimo ochoty na zrobienie czegoś kreatywnego, brakowało mi motywacji. Obecnie udało mi się nad tym zapanować. Każdy z nas ma jakieś cele w życiu, w stylu zbudowania domu, kupienia wymarzonego samochodu, komputera itp. Ja zadałem sobie pytanie, co muszę zrobić, by spełnić swoje cele. To dało mi bardzo dużo motywacji, do tego zaczął małymi krokami dążyć do ich spełnienia. Mi pomogło, może Wam też!

W moim ostatnim poście wspomniałem o formach spędzania wolnego czasu. Ten temat odnosi się troszkę do tego co napisałem wyżej. Głównie chodzi mi tutaj o nasze hobby. Moim jest dążenie do tego, bym każdego dnia wstawał rano i mógł powiedzieć sobie, że wczorajszy dzień był dobrym dniem i nie mogłem go spędzić w lepszy sposób. Chodzi mi o całokształt, dążenie do realizacji celów, spełnianie siebie poprzez realizacje swoich pasji, czy zwykłe spotkania z dziewczyną, czy przyjaciółmi.
Może nie brzmi to jakoś zachęcająco, ale jestem pewny, że za parę lat, kiedy już będę pracował, to fakt, że każdego dnia realizowałem siebie, odzwierciedli mój stan konta, mój poziom szczęścia i fakt, że będę mógł powiedzieć sam sobie, że w obecnej chwili, jestem w najlepszym możliwym miejscu w jakim mogłem być.

To na tyle dziś! Przepraszam za taki długi czas bez posta, ale zdrowie zawsze wie lepiej, kiedy się popsuć!

Pozdrawiam!!

piątek, 11 października 2013

#marudzenie.. na dnia zakończenie!


Cześć,
Dzisiaj tak bardziej z drogi życia domowego.
Przyznam się szczerze, że najbardziej irytującym faktem jest poszukiwanie w mieszkaniu drobnostek. A najciekawszy jest fakt, że jeśli czegoś nie potrzebujemy w danej chwili to możemy zauważyć tą rzecz wszędzie. Natomiast jeśli w danej chwili jest nam coś potrzebne, to chociażby człowiek stanął na głowie to nie ma szans na odnalezienie tego, a na pewno nie w tym dniu. I takim oto sposobem zgubiłam złotego kolczyka, który znikł bez powodu. ;/ Po dwóch dniach zwątpienia doszłam do wniosku, że raczej odnalezienie go graniczy z cudem i stwierdziłam: "Koniec z użalaniem się! :)" Trzeba iść do przodu, a więc kolejnym krokiem był fakt pójścia na uczelnię i rozpoczęcia roku studenckiego.
Życie studenta jest fantastyczne. Wstajemy wcześnie rano (chyba, że mamy wolny dzień), jemy śniadanie, idziemy bądź jedziemy na uczelnię spędzamy tam w zależności ile zajęć tyle godzin, czasami wyskoczymy po zajęciach na miasto, a na koniec wracamy padnięci do domu i czekamy na kolejny dzień studenciaka bądź dokształcamy się we własnym zakresie. Ale nie na informatyce! ;) Kiedy spojrzałam na plan wszystko stało się jaśniejsze.. piątek. Niby ostatni dzień na uczelni, wydawałoby się, że można go spędzić po zajęciach na bilardzie, na imprezie bądź ralaksując się na kanapie. Jednak nie!. bo w takim otóż to pięknym dniu mam zajęcia do 20:30 nic tak nie pociesza na zakończenie tygodnia jak wieczór spędzony na uczelni.. 

Miejmy nadzieję, że chociaż Polska wygra (albo chociaż zremisuje) w meczu z Ukrainą ;p 
Miłego piątkowego wieczoru!

wtorek, 8 października 2013

@ Jesień..


Cześć,
Teraz moja kolej na posta.. ;p
Na samym początku chciałam napisać, iż rok studencki rozpoczęty pozytywnie i z optymizmem!
Dodam jednak, że jedynym przedmiotem, który daje mi tak zwanego "powera" do dalszego funkcjonowania jest WF.. ;) Trudno uwierzyć, ale przyznam się szczerze, że życie programisty jak dla mnie jest niemożliwe, ponieważ jak to ostatnio wyczytałam na tablicy wykładów z Systemów Operacyjnych. "I'm programer, I have no life".. to zdanie totalnie mnie przeraziło, więc nie utożsamiam się z programistyczną duszą.. ^^
...Co więcej Jesień! Złota polska jesień! Coś pięknego.. I te liście w różnych kolorach spadające z drzew. Nic tylko wyjść sprzed ekranu komputera i przejść się na spacer, podziwiać naturalne piękno jakie niesie ze sobą ta "kolorowa" pora roku.
Dzisiaj za bardzo nie chciałam się rozwodzić nad jakimś konkretnym tematem, ponieważ życie każdego człowieka niesie za sobą dobre i złe dni. Ostatnimi czasy jest różnie, ponieważ jednym z trudniejszych zadań jest podejmowanie decyzji.. A jak dla mnie to jest koszmar..

P.S Dzisiaj zdjęcia typowo jesienne i uchwycone w ostatnich dniach na świeżym powietrzu :)


Pozdrawiam i życzę samych pozytywnych chwil w ciepłych dniach jesiennego powiewu wiatru.