Witajcie!
Listopad się nam zaczął, mimo iż
za oknem to raczej połowa września. Musze przyznać, że wczorajsze święto nie
jest moim ulubionym, a raczej tym, którego wołałbym nie obchodzić, ale ma w
sobie jeden jedyny plus. Kiedy już przebrniemy, przez pierwszy listopad,
zaczyna się czas oczekiwania na kolejne święto, a właściwie święta. Tak jest,
Boże narodzenie to chyba najbardziej radosne, najcieplejsze i najmilej spędzane
święta. Szczególnie dla mnie, kiedy po raz pierwszy dostrzegam ich magię. Mam
wielką nadzieję, że ten czas po prostu zleci szybko, radośnie i pracowicie, a
święta okażą się najbardziej magicznymi, jakie do tej pory przeżyłem.
Pogoda się nam udała, a
przynajmniej na mnie działa to dość motywująco. Nie wiem jak na Was, ale w moim
przypadku to, aż chce się żyć pełnią życia, kiedy za oknem nie ma wielkich kałuż,
ani ulewnego deszczu, tylko ładne słońce i spadające „złote” liście. Co prawda,
nie przebija to siedzenia z kubkiem gorącej kawy, czy herbaty, podczas gdy za
oknem pada śnieg, a wszystko w około jest białe. Wtedy to nawet matematyka nie
jest taka straszna! Troszkę brakuje mi dziś pomysłu na temat posta, ale mam
nadzieję, że ten czytało się Wam miło i przyjemnie.
Pozdrawiam !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz